Wpisy archiwalne w kategorii

3) 100-150 km

Dystans całkowity:9729.90 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:443:49
Średnia prędkość:20.33 km/h
Maksymalna prędkość:76.00 km/h
Suma podjazdów:21863 m
Liczba aktywności:81
Średnio na aktywność:120.12 km i 5h 55m
Więcej statystyk
Dystans103.00 km Czas04:30 Vśrednia22.89 km/h
Naładować się..
Kategoria 3) 100-150 km
W tym tygodniu rozpocząłem nowy cykl zabiegów na odnowiony uraz stawu skokowego i śródstopia (tak, znowu siatkówka). Nie dostałem jednak czerwonego światła, żeby się nie rozruszać. W związku z tym odwiedziliśmy z koleżanką wyremontowane miejscówki w Olkuszu..najpierw rynek, później piknik pod zamkiem w Rabsztynie. Wreszcie mogę powiedzieć, że to jest pogoda dla mnie:)
Noga podaje, jednak komfortu brak..



Odnowiony rynek olkuski, jeszcze trochę pustawy..




Rabsztyn


Dystans113.00 km Czas05:25 Vśrednia20.86 km/h
Jednak po Śląsku..
Kategoria 3) 100-150 km
Miało być kieleckie z Kovvalem..jednak na zbiórce stwierdziliśmy, że to już było i ostatecznie pojechaliśmy na Śląsk. Oczywiście, z 'kieleckimi' mapkami:D Trasa przez Brzęczki i Podlesie do Mikołowa. Stamtąd już szlakami do Pszczyny. Powrót przez Bieruń i Lędziny. Pogoda o dziwo, dała radę.

Zaczęło się ciekawie..w Mysłowicach na jednym z podjazdów słyszę 'o kur..zerwałem łańcuch!:D'. Okazało się, że faktycznie Kovval zerwał i brakuje jednego ogniwa.



Oczywiście nikt z nas nie miał spinek w zapasie czy nawet rozkuwacza. W głowach mieliśmy już powrót z buta albo szukanie rowerowego..

Kovval zaczął poszukiwania..i tak z 15min:)


Widząc jego męczarnie..przyznałem się, że mam i rozkuwacz i zapasowe spinki:D


Trochę go to jednak kosztowało:)


Jedziemy dalej..już po Mikołowie nagle za Kobiórem nasza droga ląduje na Expresówce! Oczywiście,nie ma innej opcji. Powrót więc do miasta i trafiamy na terenowy szlak rowerowy do samej Pszczyny.

Po drodze trafiamy na..


syczał zajebiście..mały reagował na jakikolwiek każdy mój ruch:)


Rynek w Pszczynie..


Obiad..


i ostatnia przerwa w Bieruniu..
Dystans119.00 km Czas05:00 Vśrednia23.80 km/h
Next level...i rychły koniec szoski:/
Kategoria 3) 100-150 km
W tym tygodniu zdecydowałem się wreszcie wskoczyć na wyższy poziom..i zakupić SPD:) Wybór padł na Specialized Sport MTB 2013.



Zamontowałem pedały Shimano520 do szoski i wyszedłem na nocne testy. Niestety po 1km okazało się, że gwint pedała jest zbyt krótki i nie sięga do momentu gdzie mógłby coś tej korby chwycić. Na drugi dzień serwis u Koksa i wymiana lewej korby na jakąś używkę za 15zł.

Dzisiaj ruszam i po 2 km co? To samo tylko tym razem prawa korba! Gwint zjechany na maxa, nic nie chwyci..


W tym miejscu przyjdzie mi się chyba na stałe pożegnać z Niunią..Jak stwierdzili w serwisie u Koksa, ciężko będzie coś z nim jeszcze zrobić. Doszukali się, że może to być jakiś brytyjski (a nie włoski!) osprzęt i raczej szkoda roboty.

Szybko przerzuciłem się na górala i ruszyłem przetestować wreszcie te buty. Śmiga się elegancko:) Zauważalna różnica na podjazdach, jak i zapomniałem o bólu kolan. Przyznam się od razu do 2 wywrotek. Warta odnotowania była ta pierwsza. Na Bukowskiej zatrzymało mnie białe seicento i chłopaczek pyta 'gdzie tu jest triathlon?' Nie zdążyłem odpowiedzieć a goście z auta pewnie mają co teraz opowiadać:) Trasa przez Bolesław, Klucze, Kwaśniów, Złożeniec do Pilicy i z powrotem.

Niestety później zauważyłem, że lewy but od razu ucierpiał..


Po drodze..
Bar uniwersalny:)


W Pilicy




Podczas pisania tego posta..wystraszyłem się z 3 razy czy na pewno jestem odpięty:)
Dystans101.00 km Czas04:55 Vśrednia20.54 km/h
Na golfa:)
Kategoria 3) 100-150 km
Zaległy wpis z poprzedniej soboty. Niestety czas wolny do 15, więc pojechaliśmy z Kovvalem tylko symboliczną 'setkę'. Przez masakryczny upał z samego rana decydujemy się odwiedzić rurę na piaskowni;) Później już trasa przez Żuradę na Witeradów, a następnie Czerna i piknik na polu golfowym w Paczółtowicach. Po naszych obserwacjach zgodnie stwierdziliśmy, że ten 'sport' choć przyjemnie czysty to mógłby zanudzić na śmierć. Kto wie jednak czy przez problemy z kostką nie zostanie mi właśnie coś takiego.. Powrót z podjazdem pod Paryż, jednak mimo upału wszystko tego dnia wchodziło jak w masło. Nogi podawały aż miło. Forma jeszcze z wyprawy, więc nawet ciężkie przełożenie szosy różnicy nie robiło:)





Pewien Pan spod sklepu zachwycił się moją szoską. Nie dowierzał, że nie jest warta pewnie nawet 2 stówek:)


Paczółtowice



Na pamiątkę:)
Dystans126.00 km Czas07:06 Vśrednia17.75 km/h Podjazdy305 m
Szwajcaria - dzień 11/11
Rano spokojne śniadanie z Panią domu, bo gospodarz już od świtu w pracy. Moim zadaniem było zmielenie kawy, chociaż przecież ja kawy nie pijam!:) Dziękujemy za gościnę i ruszamy dalej. Kolejny cel to Liechtenstein i stolica Vaduz..w sumie nic innego w tym kraju nie ma, tylko stolica;) Za to zapamiętałem ją naprawdę nieźle..bardzo futurystyczne miasto, ciekawe nowoczesne budowle..i zero ludzi:)
Z ciekawości pojechaliśmy na stadion narodowy. Magda zorientowała się, że brama nie została zamknięta i wbiliśmy na obiekt:) Później już droga na północ przez Austrię. Tam kąpiemy się w Jeziorze Bodeńskim, woda już nie alpejska ale jeszcze czysta. Szlakami docieramy do Friedrichshafen. To właśnie z tego miasta mamy mieć pociąg powrotny do Gorlitz. Spokojny turecko-niemiecki kebab na mieście i z racji godziny rozbijamy się za miastem w sadzie jabłoni:) To nieoficjalny koniec wyprawy:) Dobiliśmy do ostatniego miasta. Następnego dnia rano musimy podjąć decyzję czy już wracamy, czy jedziemy w głąb Niemiec czy rozbijamy się nad jeziorem. Jeśli chcielibyśmy wracać w piątek to zapłacimy za niemieckie pociągi jakieś 300E..jeśli w sobotę, 40E:) W mieście trąbią o kolejny mega upalnym dniu.. Decyzja mogła być tylko jedna, zostajemy. Pod marketem spotykamy Polaka, który kieruje nas nas fajne miejsce campingowe. Niestety woda w tym miejscu, nie była porywająca..jednak usadowiliśmy się w cieniu i zostaliśmy tam na cały piątek:) Pociąg powrotny do PL ok 5 rano, więc dużo tego czasu nie było:)

Droga z rana..


Wskazuje drogę na Liechtenstein..


Vaduz, stolica 6.najmniejszego państwa na świecie:)





Stadion Narodowy Liechtensteinu:)

by Kovval


Drewniany most na szlaku..


Już wyjeżdżacie?:(



Jezioro Bodeńskie..


by Kovval




Ostatnie szlify relacji Magdy i mój ostatni snickers:)


Alpy zaliczone! Dziękuję, dobranoc:)
Dystans103.00 km Czas05:40 Vśrednia18.18 km/h Podjazdy1125 m
Szwajcaria - dzień 10
Wiedząc, że przed nami nic tylko kolejne km ciężkiego podjazdu..tym razem śniadanie jemy na miejscu:) Ubieram wczorajszą koszulkę, bo wiem że w tym upale za 10min podjazdu będę znowu mógł się jej pozbyć;) Odwiedzamy stolicę kantonu, czyli Davos. O dziwo, na mieście mnóstwo Żydów. Robimy zakupy w COOP i kierujemy się (pod prąd:) pod miejską fontanną, gdzie robimy sobie piknik. Później fajny zjazd i tak w sumie do samego końca dnia. Wkraczamy na szlak narodowy. Zaczynają się fajne miasteczka, przejazdy wąskie na 1 auto. O dziwo, złapałem 1 gumę podczas tego wyjazdu!:) Przynajmniej była okazja na spokojne piwo:)
Tego dnia musieliśmy dojechać do Weite, gdzie Magda załatwiła nam darmowy nocleg u gospodarzy ze stronki warmshowers.com. Rozbijamy się, kąpiemy w domu w gorącej wodzie, spożywamy fantastyczną kolację z gospodarzami i szprechamy do późnego wieczora:)

Widok po porannym podjeździe wynagradzał wszystko..



Szwajcarski przystanek


Zdarza się..:) by Kovval


Szlaki, jak nie przy rzece..

to przez sam środek winnic..


Adres się zgadza..to chyba tu:)


Na pewno tu:)


Dystans100.00 km Czas05:17 Vśrednia18.93 km/h Podjazdy350 m
Szwajcaria - dzień 8
Z samego runa od razu jedziemy do centrum. Szybkie zwiedzanie, zakupy i śniadanie w samym środku Zurichu. Ze wszystkich większych szwajcarskich miast, wg mnie Zurych jest najpiękniejszy. Cały dzień totalny upał, ale to już w sumie norma. Po Zurichu, Magda ostro wzięła się za prowadzenie i z jechaliśmy ciągle ok 30km/h raz po raz mijając fajne miejscówki na kąpiel:) Dopiero po naszych namowach, jakoś ją zatrzymaliśmy i wszyscy wrzuciliśmy się do Zurich See:) Następnie etap z kiepską tranzytową trasą. Nagle ktoś z Peugeota na nas trąbi, krzyczy przez okno, wyprzedza, zatrzymuje się przed nosem i wychodzi z auta;) Myślimy, że ktoś coś nabroił. Okazało się, że pewna pani ma dla nas lepszą trasę!:) Po niemiecku zaczęła opowiadać o pięknej równoległej prostej na Chur i jak mówiła "keine autos!". Tak się dogadaliśmy, że babeczka wzięła nas na koło i wyprowadziła z całego miasta:) Niestety ścieżka i tak za kilka km została zgubiona i powróciliśmy na trasę:) Kolejne piękne jezioro przed nami czyli Walensee. Niestety same miasta kurorty z campingami, więc ciężko znaleźć nocleg. Najpierw gość z wyglądem Tarzana postraszył, że ktoś może zadzwonić na policję. Po kilku chwilach trafiamy jednak na spore gospodarstwo, gdzie starszy pan grabił trawę. Bez wahania zgodził się, jak mówił nawet na kilka noclegów:) Cały czas powtarzał pewne niemieckie powiedzenie o Polakach, jednak nikt tego nie zapisał:( Pan przyniósł nam cały dzbanek soku jabłkowego i udostępnił szopę z dostępem do wody:)

Zurich



Rapperswil?


Pani z czerwonego Peugeota


jako pilot:)


Przerwa nad Renem na makaron i zmrożone piwko:))


by Kovval


Kolejne tunele..




Można jakoś to połączyć..pociąg, auta, rowery..


Nocleg w Walenstad


i pyszny kompot domowej roboty..
Dystans105.00 km Czas06:00 Vśrednia17.50 km/h Podjazdy859 m
Szwajcaria - dzień 7
Dojeżdżamy z rana do Altdorf, gdzie jemy śniadanie. Kolejne kapitalne klimatyczne miasto. Tego dnia zaczęliśmy cykl turkusowych jezior, na widok których miałem ochotę tylko na jedno. Od razu zaliczyliśmy kąpiel w Jeziorze Czterech Kantonów, w takiej wodzie jeszcze nie pływałem. Dzień świetny pod względem krajobrazów. Trasa wzdłuż jezior, w dodatku w świetnych rowerowych tunelach. O 18 zorientowaliśmy się, że zostało nam do Zurychu ok 30km i podejmujemy decyzję, że spróbujemy. Dobijamy do znaku i już szarówka. Nie chcąc zwiedzać na siłę i na szybko, cofamy się do ostatniego miasteczka w poszukiwaniu noclegu. Niestety..za bogato. Nikt nie pozwoli na rozbicie namiotu na świeżo skoszonej trawce:) W związku z tym wbijamy na jakiś szlak turystyczny i rozbijamy się w zuriskim lesie:)

Altdorf..




Nasza furka:)


Zaczyna się..



Ścieżka w tunelu..


Widoki..jak tu nie skoczyć?



Po drodze..


Dystans101.00 km Czas06:13 Vśrednia16.25 km/h Podjazdy932 m
Szwajcaria - dzień 5
Spokojniejszy dzień, za to niesamowicie upalny. Pobudka o 7,30 i jedziemy szlakiem wzdłuż rzeki. Śniadanie dopiero po kilkunastu km w Sion, które zajęło u mnie 2 miejsce pod względem miast. Dodatkowo zapamiętam je szczególnie, bo w markecie zamiast dużej mrożonej kawy kupuję sobie..duże mleczko do kawy:) Jakoś jednak wymęczyłem:) Ruszamy dalej i niestety co wydawało się niemożliwe, ale kilka razy gubimy szlak i lądujemy na niewygodnej drodze tranzytowej. Po drodze natrafiamy na stanowisko truskawek, dla mnie nadawały się do spożycia więc nie zmarnowałem okazji;) Na koniec dnia lądujemy w wiosce Lax, gdzie udaje się wreszcie rozbić u gospodarza! Pani zamiatająca podjazd godzi się na rozbicie za domem, przy maszynach i.. krowach:)

Z samego rana..



II śniadanie pod ręką:)


Szlakami..




Uchwycony:)


Ostatnie podjazdy przed noclegiem..



Ci to mają miejsca..
Dystans127.00 km Czas06:23 Vśrednia19.90 km/h Podjazdy543 m
Szwajcaria - dzień 4
Pierwszy tak 'płaski' etap. Śniadanie na mieście w klimatycznym szwajcarsko-francuskim Hermance. Trasa tego dnia cały czas wzdłuż jeziora genewskiego. Ja cały dzień głodny, mimo tego że jadłem za wszystkich:) Zaliczamy 2 francuskie zamki, m.in.w świetnym Yvoire. Następnie mocno kręcimy sporo km ze średnią 30km/h. Mimo ogromnej porcji makaronu, ja ciągle głodny. Sam nie wiedziałem co jest grane, bo pakowałem w siebie wszystko co mogłem:) Kolejny raz potwierdziło się, że bez mięsa daleko nie zajadę. Dopiero wieczorem na siłę skręcam na stację i wbiegam po mega kanapkę z podwójnym kotletem z kurczaka..za jedyne 7CHF czyli jakieś 25zł:) Po takim posiłku miałem moc na następne 100km..Nocleg niestety znowu na dziko. Szukaliśmy aż w 3 wioskach. Kolejny raz Szwajcaria mimo, że ludzie są nadzwyczaj mili..okazała się zbyt 'bogatym' krajem z 'luksusowymi' wioseczkami, na których próżno szukać noclegu. Lądujemy więc nad samą rzeką, Renem bądź Rodanem..Magda poprawi:)

Francuskie mieściny..



ten turkus..


Alpy już czekają..



obrazek ze ścieżki rowerowej..


tam dbają nawet o stanowiska z jedzeniem!:D